Dawno nie pisałam o mojej kociej gromadce. Wpadłam w wir
obowiązków, biegu, pracy, w pośpiechu jedząc lunche, napełniając nieregularnie
kocie miski… Koty złe były na mnie, rzadko mnie widywały ostatnio. Pomiędzy
pracą a różnymi zajęciami, spotkaniami, wyjazdami mało miałam dla nich czasu. A
one bardzo się dopominały o uwagę! Tylko wieczorami, gdy padałam ze zmęczenia
na kanapę, przytulały się wszystkie trzy, rywalizując o moje ręce, które leniwie,
zmęczone głaskały je ile jeszcze miały sił.
Dopiero wreszcie dziś mam dla nich więcej czasu. Diabły
tasmańskie od razu wyczuły, że to niedziela i że mogą mieć mnie wreszcie dla
siebie. Nie chcą nawet wyjść na dwór, śledzą każdy mój krok J Gucio nawet wygrzebał
gdzieś starą zabawkę i przyniósł w pyszczku, abym się z nim pobawiła. Łini
tylko chwilkę popatrzył przez okno na gołębie, achując i ochując na ptactwo, a
potem dzielnie mi asystował. Gdy kroiłam chleb, przyglądał się z bliska na
ruchy noża ;) Gdy robiłam twarożek, podlizywał śmietanę ;) A gdy wyjęłam
miednicę, aby uprać wreszcie te wszystkie koszule, które się nazbierały,
usadowił się w miednicy i nie chciał jej opuścić ;)
| Koci asystent :) |
| O nie, nie wyjmiesz mnie z tej miednicy tak łatwo :) |
Tak, dzisiejsza niedziela, wreszcie nie w biegu i pośpiechu,
będzie właśnie dla moich sierściuszków J
Będę leżała do góry kołami jak Fifinka, delektując się kocią
obecnością i mruczeniem !
![]() |
| O tak będę dziś leżała, a co! |

