Zdecydowałam się napisać po długim czasie milczenia, bo musze z siebie wyrzucić żal. Nie ważne, czy ktos to przeczyta, ważne że zostawię ślad po moich obecnych emocjach.
Wracam do mojego bloga z tęsknotą i ze wzruszeniem. Od początku towarzyszyły mi kochane koty, z których już tylko został sędziwy Łini. Gucia pochowaliśmy na wielkanoc w zeszłym roku. Walczyłam o niego mocno, ale niestety nie przedłużyłam mu życia i zabrał go rak.
Teraz Łini. Ten przekochany przekot ma wielkiego pecha. Ma skłonność do problemów z oczami. Już ponad rok temu zwichnęła mu się soczewka w jednym oku i spowodowała, że stracił na nie wzrok. Nauczył się z tym funkcjonować i wszystko było ok. Niestety... jakies miesiąc temu problemy zaczęły się z drugim okiem. Odkleiła mu się siatkówka i przemieściła na rogówkę i powodowała wielki ból :( udało mi się szybko dostać do okulisty, akurat był dyżur w klinice Sfora (Warszawa). Łini został zaopatrzony, ale potrzeba była zabiegu usunięcia siatkówki na cito.
Cito... przemęczyliśmy się na przeciwbólowych i kroplach obniżających ciśnienie w oku cały weekend. W żadnej klinice nie podjęli się operacji na cito. W poniedziałek (przed wczoraj) była konsultacja ponowna u okulisty i dopiero wczoraj zabieg. No ale mamy to za sobą.
Mój przekot wpakowany w kołnierz jest nieszczęśliwy, ale niestety musi w nim siedzieć 10 dni. Nie widzi, siedzi w kołnierzu, ma dyskomfort oka, a ja cierpię razem z nim :(
Starość jest okropna.
![]() |
| Łini w kołnierzu :( |
Jeśli ktokolwiek z moich stałych kiedyś czytelników dotrze do tego posta, to ściskam go i przesyłam mnóstwo buziaków i głasków dla jego kociaków (w mojej głowie wiecznie młodych).

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękujemy za pozostawiony komentarz :)