wtorek, 9 sierpnia 2016

Wieszak na klucze

Powoli wracam do realiów, ale najsmutniejsze jest to, że jestem z nimi na nie. Coś się we mnie poprzestawiało po tej podróży, mimo wszystko mam jakiś wewnętrzny spokój i wiem, czego nie chcę :) a co bym chciała :) Tylko jestem taka bezsilna... mam trochę problemów zdrowotnych i biorę leki, które na mnie działają tak, że nie mam na nic siły. Na szczęście to minie :) A wtedy zacznę działać!

Na pocieszenie spełniłam swoją małą zachciankę! Kto nie ma problemów z szukaniem kluczy? Zazwyczaj giną w najmniej odpowiednim momencie, kiedy się spieszymy. Ile to razy spóźniłam się do pracy, z obłędem w oczach szukając kluczyków do samochodu? Nie zliczę ;) Ale problem nareszcie się rozwiązał dzięki.. wieszakowi na klucze. Śliczny, prawda?


A jaki praktyczny! No i obowiązkowo z kotem :) Przymocowany jest do szafy w przedpokoju, na taśmę dwustronnie klejącą. Po lewej stronie możecie zobaczyć mój breloczek na klucze - obowiązkowo z kotem :) Takie małe rzeczy, a rozweselają i sprawiają drobne przyjemności :) :)

Odkąd wieszak zawisł, nie mam problemu z poszukiwaniami kluczy! Polecam! :)

niedziela, 31 lipca 2016

Nie mogę dojść do siebie

Chociaż od powrotu z Kirgistanu minęły już równo 3 tygodnie, cały czas nie mogę przyzwyczaić się do codzienności. Codzienność odczuwam jako etap przejściowy, po którym znów spakuję plecak i wyruszę do Azji Centralnej. Tak się jednak nie stanie, przynajmniej nie szybko. Ta świadomość i uczucie przejściowości sprawiają, że jestem nie do życia. I najgorsze - nie wiem, czy i kiedy mi to minie.

3 tygodnie spędzone w Kazachstanie i Kirgistanie to był absolutny odlot! Każdy dzień był inną przygodą. Przeżyliśmy tak wiele, że do dziś są w nas emocje :) i chęć powrotu. Chodziliśmy po górach, gdzie nie było żywego ducha, a na wysokości 3 tyś m n.p.m. towarzyszyły nam tylko zdziwione świstaki :) Mieszkaliśmy z prawdziwymi Nomadami, uczestnicząc w ich codziennym życiu podporządkowanym naturze. Kąpaliśmy się w jeziorze Issyk Kul, a słońce spiekło nas tak, że zdążyliśmy obrać się ze skóry jak węże :) Spędzaliśmy fantastycznie czas w Biszkeku ze znajomymi poznanymi rok wcześniej. Wszystko było magiczne, wszystko było cudowne. Tylko tęsknota za kotami zachęcała nas do powrotu. Już jednak moglibyśmy ruszyć dalej.

W pracy zaczął się kołchoz. Nastąpiło wiele negatywnych zmian, które tą fajną niewielką firmę pchają w stronę korpo, z którego uciekałam. Tak więc jest źle. Szukam więc innych ścieżek. Może coś samodzielnie jednak? Może coś w kierunku Azji? Myślę, jednak myśli są ociężałe, ciężkie od upału i codzienności. A praca przytłacza.

Powspominajmy więc:











































Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam zdjęciami.
Ciężko wrócić do rzeczywistości...

sobota, 11 czerwca 2016

Lenimy się

Po intensywnym tygodniu w pracy nareszcie w weekend przyszedł czas na odpoczynek. Oczywiście, że jest w domu sporo rzeczy do zrobienia zwłaszcza, że w przyszły weekend udajemy się na urlop ;) ale jutro... jutro też jest dzień.

Gucio i Łini testują drapak. Cieszę się, że im się podoba. Dużo czasu spędzają na nim. Łini zawsze niżej, Gucio na samej górze ;)





Kochana Fifi nie wchodzi chłopakom w paradę. Woli wypoczywać z dala. Tym bardziej, że biedactwo nie czuje się najlepiej :( Z racji urlopu musieliśmy przełożyć operację Fifi o miesiąc. Mogliśmy zoperować ją teraz, ale wolałabym być przy niej po operacji aniżeli zostawić ją na głowie rodziców. A jakby były jakieś komplikacje? Nigdy nic nie wiadomo, nie chcę robić kłopotu rodzicom. Jest na lekach a po urlopie skonsultujemy ją jeszcze z poleconym specjalistom od zębów kocich. Wolałabym, aby operował ją najlepszy fachowiec, aniżeli pierwszy lepszy weterynarz.


Jak widzicie oczko jeszcze jej łzawi (lewe), więc podajemy kropelki. Nie cierpi tego! Wyczuwa, gdy nadchodzi pora i chowa się w najciemniejszy kąt. Niestety robimy to dla jej dobra, więc pomimo że syczy i prycha na nas, podajemy krople. Na szczęście dziurka w spojówce (któryś z kotów musiał ją tak pięknie załatwić!) się zagoiła i nie ma śladu!

I jeszcze uchylę Wam rąbka tajemnicy - za tydzień jedziemy na 3 tygodnie do... Kirgistanu i Kazachstanu :D Nie mogę się doczekać.

Pozdrawiam serdecznie życząc słonecznego weekendu :) :)

wtorek, 24 maja 2016

Fifi chora

Fifi jest w złym stanie :( a właściwie to jej zęby są w stanie okropnym. Od tych zębów psują się dziąsła, ma zajad w kąciku ust i generalnie ma okropnego, zdrowotnego pecha :( Przygotowujemy ją do operacji. Mam wielką nadzieję, że po usunięciu zgniłych zębów Fifinka znów odzyska siły. Obecnie większość czasu śpi. Na szczęście apetyt ma normalny, więc nie musimy jej nawadniać kroplówkami.

Kilka dni temu przydarzyło się jej kolejne nieszczęście. Któryś z naszych kotów przyłożył jej w pyszczek i niestety pechowo trafił w oko! Z oka leciała krew, byłam przerażona. Na szczęście okazało się, że to tylko malutka dziurka w rogówce, która się zregeneruje, a Fifi widzi normalnie! Kamień z serca. Wpuszczamy krople, wcieramy maści, podajemy antybiotyk....

Przyszły wyniki krwi. Nie są najgorsze. Bardzo mocno podwyższony LDH, glukoza dość niska. Jutro pójdziemy na kontrolę. Parametry nerkowe na szczęście w normie. Ciężko zinterpretować samemu te wyniki, więc poczekam do jutra.

Trzymajcie kciuki za Fifinkę! Wydanych pieniędzy nie liczę, nie grają roli, dobrze, że są. Zdrowie Fifi najważniejsze. Od powrotu z majówki nie chowam walizki, bo Fifi ją sobie bardzo upodobała :)



Ja też się przeziębiłam. Okropnie być chorą w taki upał!

Pozostałe koty mają się dobrze :)

niedziela, 10 kwietnia 2016

Święta inaczej

Święta, święta i po świętach (już chwilę, bo coś ociągałam się z dodaniem notki). W tym roku po raz pierwszy w życiu całym zdecydowałam się nie spędzać ich tradycyjnie. Decyzja nie była prosta, bo wiązała się ze złamaniem tradycji rodzinnej, czyli świąt przy stole. Jedni i drudzy rodzice przyjęli ją jednak ze spokojem, postanawiając święta spędzić wspólnie :) a my... wyjechaliśmy!

Ten wyjazd był mi potrzebny jak trawie woda! To był porządny reset choć trwał kilka dni. Już w piątek udaliśmy się do Pragi. Uwielbiam to miasto, choć niestety po latach negatywnie mnie zaskoczyło. Wszędzie na Starym i Nowym Mieście tabuny turystów. Nie kończący się tłum wylewający się i wlewający do wszystkich zabytków, okupujący Most Karola i każdą wolną ławkę, właściwie każdą wolną przestrzeń. Czy ci wszyscy ludzie z całego świata nie obchodzą Świąt i czemu akurat wpadli na ten sam pomysł co my? Szybko zorientowaliśmy się, że w Centrum nic po nas i większość czasu spędziliśmy zwiedzając cudowne zamki pod Pragą oraz mniej turystyczne części miasta :)

Mimo miliarda turystów Praga jest urocza i klimatyczna :)






Katedra Wita i tłumy...



Na Moście Karola to była walka o życie ;)




Uff spokojnie pozwiedzać zamki pod Pragą



Karlstein - mój ulubiony
Szkoda było wracać. Cóż, wszystko co dobre szybko się kończy :) W domu czekały na nas stęsknione koty. Po powrocie miziankom nie było końca ;)

To był dobry pomysł, aby święta spędzić poza domem. Nie świętowaliśmy, nie siedzieliśmy przy stole. Zwiedzaliśmy, aż nogi nas bolały.